Profesor

W zasadzie nie wiem po co tu przyszedłem. Fakt, utknąłem w martwym punkcie, ale w jaki sposób mogłaby mi pomóc wizyta u szurniętego profesora? Co on mógł mieć z tym wspólnego, skoro według rodziny od dwóch lat przebywał na oddziale zamkniętym? Dlaczego postanowiłem zaufać anonimowemu listowi? Najbardziej mnie irytowało, że sam nie potrafiłem zracjonalizować sobie tego co robiłem. Stałem w recepcji szpitala psychiatrycznego i czekałem … Czytaj dalej Profesor

Oceń ten wpis:

Na oddziale bez zmian…

— Co jest, młody? Prawie podskoczyłem, gdy zza pleców dobiegł mnie głos starszego kolegi z zespołu, nazywanego przez wszystkich „Bąkiem”. Nie wiem, skąd ta ksywka, może kiedyś pierdnął wyjątkowo głośno? — Nic, tylko… — wyjąkałem niepewnie. — Nie do końca to, czego się spodziewałeś, co? Nie potrafiłem wykrztusić z siebie słowa, więc nerwowo skinąłem tylko głową wpatrując się w rzędy jednakowych łóżek. — Wyluzuj, — … Czytaj dalej Na oddziale bez zmian…

Oceń ten wpis:

Dzień z życia 192-13-31-A. Zapis.

Sygnał pobudki wyrywa mnie ze snu, w którym nie ma już nie tylko marzeń ale nawet koszmarów. Otwieram oczy i próbuję zogniskować wzrok na znajomym widoku okratowanych świetlówek. Mam dokładnie pięć minut, żeby wstać zanim prycza z porozdzielanych bakelitem metalowych płytek potraktuje mnie impulsem prądu. Niezbyt silnym, takim w sam raz, żeby zabolało i żeby pobudzić opornych do działania. Nie lubię tego. Zwykle potem chodzę … Czytaj dalej Dzień z życia 192-13-31-A. Zapis.

Oceń ten wpis:

R.3

Kahn odłączył na chwilę wzrok w odpowiedniku ludzkiego odruchu zaciśnięcia oczu. Nie widzę, nie widzę, wy też nie widzicie, nie ma mnie, nie ma. W tej jednej chwili poczuł straszliwy ciężar jaki na niego złożono. Misja, prosta misja kurierska, dostarczyć towar z punktu A do punktu B zaczęła mu się jawić śmiertelną pułapką zastawioną na niego przez te tępe ssaki. Przez chwilę pragnął zniknąć, rzucić … Czytaj dalej R.3

Oceń ten wpis:

R.1.

– O ja pierdolę… – mruknął Grieves oddając pomocnikowi nagrzany jeszcze panel. Włączył latarkę i zajrzał do wnętrza mechanizmu grodzi. System oddymiania zrobił już swoje więc zdjął maskę tlenową. Syrena alarmowa przestała wyć, ale czerwone światła awaryjne w korytarzu wskazywały, że główne zasilanie nadal leży.

Czytaj dalej „R.1.”

Horror… horror…

Czytam sobie w międzyczasie antologię opowiadań grozy. Czytam i czytam i jakoś się nie boję. Zastanawiam się, czy to ja już się tak znieczuliłem na pisany horror, czy zwyczajnie te opowiadania są pozbawione tego dreszczyku, napięcia i klimatu, który zapamiętałem z dawnych lat, kiedy zaczytywałem się horrorami. Mogę też zrzucić wszystko na Marka Huberatha, po lekturze którego trudno mówić o przejmujących horrorach. Co ciekawe, ani … Czytaj dalej Horror… horror…

Oceń ten wpis:

Jerzy

No cóż, jedna historia czeka na dokończenie, to może wrzucę inną, również niedokończoną i zrobię z tego blogaska muzeum opowiadań niedokończonych? Tak czy siak, wrzucam opowiadanie, które nie miało tytułu, a które roboczo nazwałem "Jerzy". Może kiedyś dokończę, choć pewnie wszyscy się już domyślają kto jest kim i jak to się skończy. Bez dalszego pitu pitu, chętniaków zapraszam do lektury.

Czytaj dalej „Jerzy”

Odprawa

Większość załogi, na czele z kapitanem, zajęła już swoje miejsca w mesie. Wszyscy zawzięcie klikali jeszcze w klawiatury wysuniętych z blatu terminali. Collins klapnął na fotel obok dowódcy, chwilę później przyszedł Jansson. Równo o drugiej, kapitan przeniósł wzrok z ekranu komputera na załogę.

Czytaj dalej „Odprawa”