R.1.

– O ja pierdolę… – mruknął Grieves oddając pomocnikowi nagrzany jeszcze panel. Włączył latarkę i zajrzał do wnętrza mechanizmu grodzi. System oddymiania zrobił już swoje więc zdjął maskę tlenową. Syrena alarmowa przestała wyć, ale czerwone światła awaryjne w korytarzu wskazywały, że główne zasilanie nadal leży.

– Raport, panie Grieves! – warknął kapitan przez komunikator.

– Wygląda na to, że wysmażyło wszystkie cewki w prowadnicy trójki – powiedział mechanik oglądając okopcone obwody odpowiedzialne za działanie hermetycznych wrót trzeciej ładowni.- Musiało pójść jakieś ostre przepięcie, nadprzewodniki się spaliły i zaspawały szynę na amen. Niestety będziemy musieli ciąć, żeby wypuścić ludzi.

– Przyjąłem. Jakie szanse na przywrócenie zasilania pokładu?

– Wywaliło główny bezpiecznik na całej sekcji. Muszę sprawdzić dlaczego nie zadziałały pośrednie zanim uruchomię zasilanie, inaczej znowu możemy mieć problem.

– Zrozumiano. Oczekuję raportu, jak tylko oceni pan uszkodzenia i oszacowania czasu naprawy. Mostek, bez odbioru.

Grieves westchnął.

– Oszacowania czasu naprawy… A co ja, kurwa, jasnowidz jestem?

Zszedł z drabinki przecierając twarz dłonią. Odwrócił się do drużyny naprawczej. Podwładni byli przyzwyczajeni do jego marudzenia, więc po prostu stali czekając na polecenia.

– Tom, Robert, zacznijcie wycinać szynę, jak będzie trzeba wywalcie całość w pizdu, gródź musi dać się ruszyć. Xyll, weź Johna i przytargajcie tu hydraulika. Jak uruchomią ten złom wezwijcie konowała i wypuście ludzi. R’g idziesz ze mną i sprawdzimy bezpieczniki.

Rozeszli się bez słowa. Polecenia wydane, wszyscy wiedzieli co mają robić i to po prostu robili. W takich chwilach Grieves lubił myśleć, że ta składająca się z trzech ludzi, Telomeranina i Axanti ekipa, to najlepsza drużyna z jaką do tej pory pracował jako główny inżynier pokładowy.

Otrząsnął się z zamyślenia gdy doszli do końca korytarza, gdzie były panele bezpieczników. Obcy zaczął szarpać się z zapieczonym zamknięciem panelu rozdzielnicy, a Grieves obejrzał okolice kanałów przewodowych. Wszystko wydawało się w porządku. Jakkolwiek mocne było przepięcie, wyglądało na to, że nie ruszyło kabli.

– A niech mnie… – wybulgotał z upiornym axantyjskim akcentem R’g. – Szefie, chodź zobacz.
Grieves podszedł do podwładnego, który zdążył już uporać się z opornym panelem i spoglądał w otwartą rozdzielnicę. Na cętkowanej skórze jego odpowiednika twarzy u ludzi, przepływały wzory, które wskazywały na przeżywanie absolutnej grozy.
Mechanik spojrzał w otwór i po plecach przebiegł mu dreszcz.

– O, kurwa, ja jebię… – stęknął. W rozdzielnicy, wśród równych rzędów sterowanych cyfrowo, inteligentnych wyłączników zabezpieczających ziała dziura, a zamiast doskonale czułego wyłącznika, tkwił gwóźdź, na oko czterocalowy, przyklejony do kabli czymś, co wyglądało na autentyczną taśmę izolacyjną, rzecz, którą Grieves ostatni raz widział na zajęciach z historii elektrotechniki jeszcze w Akademii. Obwód kontrolny komputera został spięty w taki sposób, żeby oszukać system, który zwyczajnie zignorował brak krytycznego komponentu. – To po prostu absolutnie, nie do, kurwa, wiary. Mogło wyjebać całą instalację… – Wyciągnął z kieszeni komunikator myśląc, że gdyby nie był już całkiem siwy, to w tej właśnie chwili by osiwiał. To był pierdolony sabotaż, inaczej nie potrafił tego nazwać. Wiedział, że nikt z jego ekipy nie byłby tak głupi, żeby watować gwoździem nawet tak głupie obwody jak zasilanie drzwi, a nikt z pozostałych członków załogi nie miał dostępu do paneli serwisowych, więc jedyną opcją byli mechanicy w Bazie 34, gdzie statek przechodził dwa tygodnie temu okresowy przegląd i naprawy. Pamiętał, że w protokole, który osobiście podpisywał, była pozycja dotycząca wymiany tego wyłącznika, ale wymiany, WYMIANY, kurwa. Tu miał siedzieć nówka sztuka, prosto z fabryki moduł, a nie jakaś pojebana prowizorka zmontowana przez skretyniałego alfonsa. Nie wiedział co go bardziej przeraża, gwóźdź, czy fakt, że mechanicy skłamali w oficjalnej dokumentacji. Grieves co prawda nie był święty i sam czasem naciągał to i owo, ale nigdy nie pozwoliłby sobie na takie coś. Nie ze względu na przepisy, czy na groźbę wywalenia z roboty po wykryciu takiej fuszerki, ale dlatego, że od takich dupereli zależało bezpieczeństwo jego własnego tyłka. Tu w kosmosie, lata świetlne od jakichkolwiek stacji kosmicznych, czy zamieszkałych planet, jakakolwiek poważniejsza awaria mogła się skończyć śmiercią jego i całej załogi. Drobiazg w jednym z tysięcy obwodów, który w doku można było olać, w kosmosie mógł się skończyć zniszczeniem statku. Dlatego nigdy nie kłamał w dokumentach i raportach, szczególnie w kwestii wykonanych napraw. Loty kosmiczne, to biznes, w którym zaufanie było konieczne, bo mając do dyspozycji piątkę podwładnych nie był w stanie skontrolować statku tej wielkości po przeglądzie. Sprawdzenie, czy ekipa z bazy dokonała wszystkich wymienionych w protokole napraw i przeglądów zajęłoby wiele dni, a na to nikt nie miał czasu. Musieli sobie po prostu ufać. To zaufanie właśnie trafił szlag. Jeśli znalazł gwóźdź tutaj, to gdzie jeszcze tkwią takie niespodzianki? W zasilaniu komputera? W obwodach napędu? W chłodzeniu reaktora?

– Inżynier do mostka. Kapitanie, mamy naprawdę spory problem – powiedział do komunikatora

– Jak źle to wygląda?

– Bardzo, nie, kurewsko źle. Ktoś w Bazie 34 zamiast bezpiecznika zamontował gwóźdź w obwodzie zasilania trójki.

– Gwóźdź? – Mimo zniekształceń pochodzących z komunikatora w głosie kapitana można było usłyszeć mieszaninę niedowierzania i rosnącej wściekłości. – Jakim cudem?! Obaj czytaliśmy odbiory. Jak?!

– Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że musimy teraz z chłopakami sprawdzić wszystko. Jeśli odjebali coś takiego, to nie wiadomo jakie niespodzianki jeszcze nam zostawili.

– Długo to potrwa?

– Cholernie. To stara krypa, a protokół miał bite dziesięć stron. Dwa tygodnie, jeśli będziemy orać w nadgodzinach.

– Kurwa mać…

– Sugeruję dać całą wstecz i wracać do bazy, osobiście wyrwę nogi z dupy temu, kto to zrobił.

– Przyjąłem. Bierzcie się do roboty, oczekuję regularnych meldunków. Bez odbioru.

Grieves zmiął w ustach kolejne przekleństwo i schował komunikator.

– Dobra, nie zrobimy wiele jeśli będziemy tu sterczeć. R’g, zamknij ten szajs. Przygotuj protokoły z napraw. Wypuścimy ludzi z trójki, zrobimy co się da na tym pokładzie a potem lecimy od góry. Przykro mi, ale przez najbliższe dwa tygodnie, pokerek będzie musiał poczekać.

– I tak wisisz mi już połowę miesięcznego żołdu, szefie – odbulgotał Axanti zatrzaskując rozdzielnicę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s