Lyteratura, panie kochany…

Z braku sensowniejszych tematów do poruszenia na blogu stwierdzam, że czas zacząć prowadzić statystykę czytelniczą. Innymi słowy zrobiłem sobie stronę, na której będę (o ile mi się nie odechce) wpisywał przeczytane w danym miesiącu książki. Od czasu do czasu wysilę się również na jakieś takie ogólne podsumowanie. I na przykład, w lutym udało mi się przeczytać ogólnie trzy książki: Peanatemę Neala Stephensona, LonNiedyn Chiny Miéville’a oraz, po raz drugi (lub trzeci, nie pamiętam aż tak dobrze) Uśpione Archiwum Wawrzyńca Podrzuckiego (w ramach przypomnienia sobie cykluYggdrasill).

Pierwsza z nich, to historia, w której trochę się pogubiłem. Stephenson stworzył tę powieść tak, że mimo iż jest to rasowe SF, wyobraźnia bardzo silnie podsuwała mi obrazy kojarzące się z jakąś średniowieczną scenografią (np. z Imieniem Róży Eco). Mimo tego dziwnego rozdźwięku, powieść wessała mnie strasznie i co ciekawe, łącznie z wcześniej wciągniętym Cryptonomiconem uświadomiła mi co nieco o moich gustach literackich. Obie powieści określam osobiście jako mocno „nerdowskie” (w absolutnie pozytywnym tego słowa znaczeniu). Obie wydają się być mocno przesycone kultem nauki, i co ważniejsze, okazało się, że ze znacznie większym zaciekawieniem czytałem te właśnie mocno osadzone w nauce fragmenty, niż fragmenty, w których autor stawiał na akcję (pod tym względem Peanatema okazała się ciekawsza niż Cryptonomicon, bo po prostu mniej było „akcyjniackich” fragmentów). Tak czy siak, obie powieści są zdecydowanie godne polecenia.

Na tym tle LonNiedyn ukazuje się jako kompletne przeciwieństwo obu poprzednich książek. Powieść Miéville’a to można chyba określić jako Urban Fantasy (nie wiem, nie znam się na podgatunkach), przy czym, co najważniejsze, powieść nie powiela typowego schematu fantasy. Można by wręcz powiedzieć, że od pewnego momentu wywraca wręcz ten schemat na nice (ale też nie do absolutnego końca). Najważniejszym elementem powieści wydaje się jednak być po prostu wyobraźnia autora i wykreowany w niej świat. A tu autor ewidentnie zaszalał, sprawiając niejednokrotnie wrażenie, że w zasadzie część świata ma służyć jedynie pochwaleniu się pomysłem.

No last but not least Wawrzyniec Podrzucki i jego trylogia Yggdrasill. O tych powieściach już pisałem, więc powtarzać się nie będę. Napiszę jedynie, że to świetny kawał literatury, z mocną podbudową naukową, ale jednocześnie nie zaniedbujący elementów przygodowych. Pomysły zawarte przez autora w powieści, nawet przy drugim czy trzecim czytaniu nie nudzą się czytelnikowi i nadal z jednakową fascynacją czyta się historię ludzi żyjących w ogromnym „drzewie”.

 

Niby w sumie nieduż0 przeczytanego, ale biorąc pod uwagę czas, to jednak jest chyba nieźle i średnią krajową nieco podwyższyłem.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Lyteratura, panie kochany…

  1. Tej autor, a będzie strona z listą, czy lista w formie wpisów jak ten powyższy?

  2. No ale… Ale…. strona z listą już jest 😛 taka z nazwą taką samą jak tenże post 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s