Horror! Horror! Horror…

Szybki przepis na horror.

Składniki:
– Grupa ludzi (min. 3)
– Pomieszczenia (lub sieć pomieszczeń)
– Krew.
– Eksperymenty medyczne.
Weź grupę ludzi, zamknij ich w jakimś pomieszczeniu, następnie kolejno zabijaj z możliwie dużą ilością krwi, krzyków i biegania, dopraw szczyptą eksperymentów medycznych, podawaj na gorąco lub zimno.
Przepis prosty i popularny. Ale jak każdy prosty przepis można go zrobić albo dobrze, albo spartolić (podobno niektórzy przypalają nawet wodę). Dobrym wykonaniem według przepisu jest hiszpański [REC]. Film zrealizowany w formule paradokumentu, o ludziach, którzy ni stąd ni z owąd stają twarzą w twarz ze śmiercią, a co gorsza, ze śmiercią najbardziej przerażającą, bo przychodzącą „zza ściany”. Bo zabić cię może twój własny sąsiad z górnego piętra zamieniony w krwiożercze zombie. Co ważniejsze, twórcy umiejętnie wykorzystali formę. Obserwacja wydarzeń okiem kamery ekipy towarzyszącej w „rutynowej” akcji wozu bojowego straży pożarnej, spowodowane tym nieco chaotyczne zdjęcia, dodają filmowi naturalizmu i pomagają budować napięcie. Oczywiście ten naturalizm nie jest całkowity, są w filmie sceny, które bez problemu mogłyby zostać wycięte z jakiegoś programu o życiu Straży Pożarnej (początkowe sceny w remizie, lub pierwsze ujęcie w budynku), jednak w dalszej części widać, że to jednak jest mimo wszystko reżyseria i scenariusz. Do tego wszystko jest całkiem ładnie spięte właśnie szczyptą eksperymentów i trzyma się kupy. Efekt: przerażający. Nawet bardzo.
Z drugiej strony przykładem filmu przypalonego, niech będzie „Lęk” (Creep). Film również oparty o przepis, ale jakże inny. Mnóstwo biegania, wrzasków, sporo krwi i tak naprawdę może z jedna faktycznie przerażająca scena. Logika kuleje strasznie, sensu nie bardzo widać, a próba wyjaśnienia i zebrania do kupy wątków sprowadza się do dwukrotnego pokazania zdjęcia jakiegoś doktorka ze zdeformowanym dzieckiem. Do tego jeszcze dochodzi zastanawianie się nad spójnością świata w ogólności: dlaczego nikt nie zauważa, że w metrze giną ludzie? O ile jest to sensowne w przypadku bezdomnych, o tyle zniknięcie dwóch pracowników przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego nie może zostać niezauważone, a jednak nikt ich nie szukał, nikt wcześniej nie znalazł, nikt nie szukał martwego maszynisty pociągu z początku filmu, a facet siedzący w monitoringu nawet się nie zastanowił co, do cholery, po nocy robi pociąg w środku tunelu? Do tego sam „ultimate bad-guy” który zachowuje się ciut bez sensu: z jednej strony zabitymi zwłokami dokarmia szczury, z drugiej strony trzyma w wodzie żywych ludzi (po co?), z trzeciej strony powtarza wyuczone niegdyś medyczne czynności znowu na żywych ludziach. Oczywiście, czy zachowania mordercy muszą mieć sens? Niby nie, ale fajnie by było, gdyby były jakoś tam spójne w ramach sensownego modelu (z jednej strony zezwierzęcenie, z drugiej strony resztki wyuczonych pseudoludzkich odruchów). Nie wszystkie zachowania mi tu się zbierają jednak do kupy. Do tego oczywiście lokacje: o ile jeszcze stare, zapomniane tunele kanalizacyjne jakoś można łyknąć, o tyle zamurowana całkowicie podziemna sala operacyjna, wyposażona (choć sprzęt oczywiście zdezelowany), ale za to podłączona do prądu (hello! kto płaci rachunki?) i na dodatek mająca połączenie z kanałami i tunelami metra. To wszystko razem może i dałoby się przyjąć na wiarę, gdyby film miał odpowiednio prowadzony suspens. Tu niestety jest kupa. Większość scen jest przewidywalna i nie przeraża. Szkoda, bo potencjał pomysł ma, ale został on koszmarnie zmaszczony.
To tyle. Na dziś wieczór w planie „Egzorcyzmy Dorothy Mills”.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s