O Diunie bla bla bla

Poczytuję sobie dwie książki obecnie. W domu, po raz niewiadomoktórynasty chłonę "Diunę" Franka Herberta. Podczas drogi do pracy natomiast wsiąkam w świat pierwszrgo tomu "Gwiazdy Pandory" Petera F. Hamiltona. Książki zasadniczo nieporównywalne, chociażby z tego powodu, że dzieli je przepaść czterdziestu lat. I gdy tak sobie czytam i czytam, to stwierdzam, że mimo swojego wieku, mimo wszystkich wad, jakie można tej powieści wyciągnąć, mimo niejednokrotnie sztucznych i drętwych dialogów, obcowanie z Diuną przysparza mi znacznie więcej przyjemności. Może to po prostu sentyment, ale w książce Herberta jest coś, co sprawia, że chcę wracać do tego świata, do tych bohaterów do ich przygód. Do Atrydów, Harkonnenów, Fremenów, Bene Gesserit, Gildii Kosmicznej. Do Leto, Paula, Jessiki, Imperatora i czerwi pustyni. Jest w tej historii jakaś magia, która potrafi bardzo silnie oczarować mnie jako czytelnika, wryć się w pamięć, dzięki czemu nawet po miesiącach od lektury pamięta się poszczególne wydarzenia, kwestie wypowiedziane przez bohaterów, miejsca.

Hamilton jak na razie nie ma takiej siły. Jest to dobra książka, ale jakoś nie wzbudza we mnie takich emocji jak Diuna. Ale w sumie jeszcze jej nie skończyłem.

A może to tylko moje wewnętrzne dziecko daje się za każdym razem ponieść zakamuflowanej w powieści o Arrakis baśni? A gdy tej baśni, opowieści o walecznych rycerzach, szlachetnych książętach, podłych despotach, zabraknie to samo dziecko czuje się niezaspokojone? A może po prostu Diuna to zwyczajnie lepsza książka?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s