A teraz coś z zupełnie innej beczki

Czyli spóźnione przemyślenia o książce Roberta M. Wegnera „Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza. Wschód – Zachód”. Drugi tom opowieści jest równie dobry jak pierwszy. Nie jest to co prawda super ambitna literatura idei czy koncepcji, ale zdecydowanie jest to solidny kawał porządnej przygodówki. Takiej, w której bohaterowie nie pozostają czytelnikowi obojętni. No i w tym momencie mózg odmawia mi posłuszeństwa i nie wiem w jaki sposób jeszcze mógłbym pochwalić tę książkę (a właściwie obie), dlatego napiszę o jednej rzeczy, która mi się nie podobała w obydwu tomach.

Obie książki mają po jednym denerwującym momencie, dokładnie na styku zawartych w nim części, kiedy północ przechodzi w południe, a wschód zamienia się w zachód. Autor zrobił owe przejścia w sposób, który mnie, czytelnika emocjonalnego, który związuje się z bohaterami czytanej książki irytuje niepomiernie. Najpierw przez pół książki mnie wprowadza, pokazuje mi bohaterów, ja ich poznaję, zaczynam lubić, zaczynam chcieć więcej ich przygód i wtedy autor wyskakuje i słowami Johna Cleese’a

zmienia scenerię, bohaterów i wszystko. W drugim tomie widać to szczególnie, oto bohaterowie już dobrze znani, dostają zadanie, nowe, świeże, zaczyna się kolejne zadanie, przewracam kartkę, żeby zobaczyć co dalej? Dlaczego? Jak? Kiedy? i w mózgu automatycznie słyszę głos Autora „A teraz coś z zupełnie innej beczki”. W tym momencie na autora lądują wiadra mentalnych pomyj za takie urwanie historii. Oczywiście wszystko jest zrozumiałe, w końcu nie wiadomo ile ta książka musiałaby mieć tomów, żeby wszystko ładnie pozbierać i pozamykać wątki, ale jednak bardzo mi było smutno opuszczać najpierw świat Górskiej Straży, a potem członków Czardaanu Laskolnyka. Przywiązałem się do tych bohaterów i zwyczajnie było mi smutno.

A teraz coś z zupełnie innej beczki…

Trylogia „Yggdrasil” Wawrzyńca Podrzuckiego to z kolei nieco inny typ książek. Tu mamy do czynienia z porządnie zrobionym SF, gdzie bohaterowie i ich przygody są jakby na drugim planie, bo na pierwszy wysnuwa świat. A jest to świat wykreowany z rozmachem. Autor przyłożył się i przemyślał solidnie podstawy swoich powieści i co ważniejsze, nie przedstawia tylko wycinka swojego uniwersum (choć na nim się przede wszystkim skupia), ale we fragmentach przedstawia nam jego całość, łącznie z historią. Kurdęs… znowu muszę chwalić i nie wiem jak… Zdecydowanie łatwiej pisze się o książkach złych… Szkoda, że ostatnio żadnej nie przeczytałem…

No dobra, a teraz człowiek z magnetofonem w nosie:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s