Wyjście

Jansson w milczeniu zakładał skafander. Pomagająca mu Naoko Yamashita też nic nie mówiła, zajęta zapinaniem kolejnych złącz i podłączaniem przewodów. Czysta rutyna. Każdy ruch krótki i precyzyjny, zero miejsca na miotanie się po śluzie w poszukiwaniu tej lub innej części nieporęcznego ubioru.

— Złączka — powiedziała beznamiętnie. Jansson tylko mrunkął w odpowiedzi, gdy sternik podłączała mu wtyczkę do gniazda za uchem. Chwilę synchronizował wszczepkę z oprogramowaniem skafandra, po czym skinął tylko głową. Kobieta sięgnęła po hełm i nałożyła mechanikowi na głowę zapinając dokładnie wszystkie zamki kryzy. Podłączyła jeszcze przewód powietrzny i pochłaniacz, po czym uniosła w górę dwa kciuki. Jansson odpowiedział tym samym, po czym sternik wyszła zamykając wewnętrzny, podwójny właz.

— Mostek, śluza. Właz wewnętrzny zamknięty i szczelny — złożyła suchy meldunek. Z mostka odpowiedział jej równie beznamiętny głos pierwszego oficera.

— Śluza, mostek. Przyjąłem. Inżynier, mostek. Kontrola skafandra.
Jansson przełączył wszczepkę w tryb VHUD. Przed oczami zaczęły się przewijać komunikaty diagnostyczne płynące z komputera skafandra. Po zakończeniu wszystkich procedur testowych skafander automatycznie uruchomił kompresor napełniając zewnętrzne powłoki powietrzem. Chwilę po wyłączeniu sprężarki VHUD wyświetlił komunikat o szczelności skafandra, jednak mechanik odruchowo spojrzał jeszcze na wbudowany w rękaw analogowy manometr. Chwilę obserwował wskazówkę upewniając się, że ciśnienie się utrzymuje.

— Mostek, inżynier. Skafander OK. Przygotowuję się do wyjścia. Zrzucam logi diagnostyczne do komputera pokładowego. Ustawiam transmisję live danych.

— Inżynier, mostek. Przyjąłem.

— Mostek, śluza. Dekompresja.

— Śluza, mostek. Przyjąłem.

Jansson podszedł do zewnętrznego włazu. Światło kontrolne umieszczone na ścianie migało przez chwilę na żółto, po czym zmieniło się na zielone.

— Mostek, śluza. Dekompresja zakończona.

— Mostek, inżynier. Otwieram właz zewnętrzny. Gotów do wyjścia.

Mężczyzna złapał za umieszczony obok włazu uchwyt, pociągnął go i przekręcił o dziewięćdziesiąt stopni. Podwójne wrota odsunęły się bezgłośnie w górę. Gdy otworzyły się całkiem, Jansson przekręcił uchwyt o dalsze dziewięćdziesiąt stopni ryglując właz.

— Mostek, inżynier. Właz zewnętrzny otwarty i zaryglowany. Proszę o pozwolenie wyjścia.

— Inżynier, mostek. Przyjąłem. Zezwalam na wyjście. Połamania nóg.

— Mostek, inżynier. Przyjąłem. Wychodzę.

Mechanik podszedł do otworu po czym wyjął z kieszeni skafandra śrobokręt, który wepchnął w szczelinę między skrzydłem włazu a prowadnicą. Uśmiechnął się do siebie wykonując ten rytualny niemalże gest. Tyle lat, ludzkość opanowała przestrzeń kosmiczną, a nie potrafi nadal wydobyć się spod władzy przesądów i mitów. Przypomniał sobie, jak jeszcze w ramach stażu jego opiekun na statku zawzięcie tłumaczył mu, jak dzięki takiemu czemuś jego dawny kolega zdążył wrócić do statku, gdy przez pomyłkę komputer uruchomił procedurę awaryjnego zamknięcia włazu. Jak się okazało później, historia miała tyle wersji ilu mechaników ją opowiadało, a każda wersja była oczywiście jedyną prawdziwą.

Z rolki przyczepionej do skafandra wyciągnął linkę zakończoną karabinkiem i przyczepił ją do uchwytu wystającego z zewnętrznego poszycia. Odwrócił się i lekko odepchnął szybując w otwarty kosmos. VHUD automatycznie wyświetlił mu sylwetkę statku z zaznaczonymi miejscami uszkodzeń. Jansson zablokował karabinek i włączył dysze skafandra, przełączając sterowanie lotem na oprogramowanie wszczepki.
Lecąc rozluźnił się i wpatrzył w zniekształcone przez kolczugę światło gwiazd. Wsłuchał się w otaczającą ciszę. Kochał takie chwile. Dla nich został astronautą. Inni na zewnątrz czuli się malutcy i nie znaczący wobec ogromu kosmosu, niektórych zdejmował strach. Jansson się nie bał, na zewnątrz czuł się po prostu częścią otaczającego go ogromu pustki. Odgrodzony od niej jedynie cienką powłoką skafandra i zabezpieczony przed wchłonięciem jedynie cienką linką. Czasem go korciło, żeby się odpiąć i pożeglować samotnie w otchłań. Ruszyć w nieznane i dać się pochłonąć ogromowi wszechświata. Stać się ciałem niebieskim krążącym po orbicie wokół jakiegoś nieznanego słońca, obrastającym w trakcie swej podróży pyłem kosmicznym. Jednak zawsze w takich chwilach przypominał sobie o ostateczności takiego kroku i powtarzał, że zostawia to sobie na czas, gdy będzie już stary i niepotrzebny.

VHUD zamrugał sygnalizując zbliżanie się do pierwszej awarii. Mechanik przełączył sterowanie na ręczne i delikatnie zbliżył się do wystającego z poszycia statku pręta, na którego końcu znajdował się mikroemiter kolczugi. Wyjął z kieszeni skafandra klucz i otworzył klapkę obok miejsca, z którego wystawał pręt. Przez wszczepkę wydał komendę i z rękawa wysunęła się mała okrągła wtyczka, którą włączył do gniazda pod klapką. Na VHUD natychmiast popłynęły komunikaty z uszkodzonego emitera. Jansson odfiltrował powiadomienia o błędach i włączył procedurę ściągania głowicy. Pręt zwiotczał gdy wyłączyło się zasilanie nanizanych na linkę elektromagnesów, z których był zbudowany. Natychmiast potem, linka zaczęła zwijać się do wnętrza statku. Na końcu znajdowała się matowa kula wielkości średniego arbuza, zakończona segmentowym, dziurkowanym talerzem. Jansson zatrzymał zwijanie i obejrzał głowicę emitera. Z zewnątrz wyglądała na nieuszkodzoną. Wyciągnął ze skafandra kolejny klucz i otworzył kulę. Uwięziona w środku resztka powietrza wypchnęła kilka czarnych płatków i okruchów.

— Mostek, inżynier. W emiterze 24-54 były jakieś śmieci i spowodowały zwarcie. Pewnie zostawili je ciule ze stoczni przy przeglądzie. Poszedł generator, diagnostyka i chyba sterownik.

— Inżynier, mostek. Przyjąłem. Możesz wymienić?

— Jasne, ale mam przy sobie tylko jeden komplet. Jeśli w pozostałych dwóch jest podobnie, to będę musiał je naprawić na pokładzie.

— W porządku. Sąsiednie kompensują dziurę?

Wszczepka zaczęła wyświetlać serię wykresów. Jansson przejrzał wskaźniki mocy sąsiednich emiterów i stwierdził, że wszystkie są na zielonym polu, choć w dolnej granicy.

— Tak — odpowiedział.

— Dobra, to napraw na razie ten.

— Przyjąłem. Przypomnij mi, żeby po powrocie opieprzyć tych partaczy w stoczni. Mechanik, bez odbioru.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s