Język polski jako trudna sztuka artykułowania myśli, czyli “pocomieto?”

Przeczytałem sobie dzisiaj na forum e-zinu QFant takie oto wypowiedzi jego naczelnego odnośnie lektur szkolnych:

 

A ja powiem, brutalnie: Nic mnie nie obchodzą książki praszczurów, jeśli są nudne.
Gdzieś to już napisałem: Nic nie jesteśmy winni trupom. Natomiast nam samym i naszym dzieciom winni jesteśmy zapewnić przyszłość.
Popatrzcie ile wierszy jest w kanonie, po co to na co? Czy ludzie byliby mniej wrażliwi, gdyby im nie wbić młotkiem do łowy TRENÓW? Jeszcze mniej wrażliwi skini? Przecież szkołę podstawową każdy musi skończyć. Skoro widać, że poezja nie działa, skoro sprzedaż tomików poezji leci na łeb, to po co nią katować?

 

Z całym szacunkiem, to szkoła nie jest po to by było o czym powspominać, lecz po to by człowiek coś wiedział, umiał, dał sobie radę w życiu.
Polski system edukacji egzamin z przygotowaniu uczniów do życia zdaje na marną tróję i to z minusem
Po co mi tren o śmierci Urszulki, co ja będę pisał treny? Gdyby nie reanimowanie staroci przez system edukacji, to pies z kulawą noga by tego nie wydawał, ani tez nie kupował.

 

Niby co mnie zasadniczo obchodzi ględzenie człowieka, który nie lubi lektur. Sam nie lubiłem lektur i z “klasyką” jestem nieco na bakier. Natomiast w ustach człowieka prowadzącego pismo, którego część stanowią recenzje literatury, te słowa muszą jeśli już nie bulwersować, to wzbudzić chociaż lekki WTF. Oto sam naczelny, mówi osobom, które recenzują książki, że nieznajomość tej czy innej lektury jest niepotrzebna, bo po co?

Załóżmy sobie taką całkowicie hipotetyczną sytuację: promowany bardzo mocno przez Piotra Michalika Stefan Darda, wpadł na pomysł osadzenia kolejnej powieści o alternatywnej rzeczywistości, gdzie występuje alter ego Kochanowskiego. Załóżmy przez chwilę, że dla pobawienia się z czytelnikiem, autor użył właśnie Trenów. Jaki w tym momencie odbiór tej powieści będzie miał czytelnik, czy recenzent, który w ogóle nawet o Kochanowskim nie słyszał?

Inny przykład, tym bardziej realny: dylogia “Ilion-Olimp” Dana Simmonsa – jak głębokie spojrzenie w powieść będzie miał czytelnik nie znający nawet ze słyszenia Iliady, Odysei, Szekspira czy Prousta? Gdy z kolei mówimy o recenzencie, to robi się już w ogóle nieciekawie, bo jako czytelnik, oczekuję od recenzenta, że będzie znacznie bardziej oczytany, obeznany w temacie, będzie umiał wyłapać więcej, wskazać mi lekturę wartościową nie tylko w warstwie fabularnej, ale również intelektualnie. W tym momencie, od recenzenta wypadałoby wymagać, żeby znał choć podstawy klasyki, szczególnie, jeśli za swoje bazgrolenie bierze kasę. Idąc tropem “trupów” możnaby powiedzieć, że przecież współczesna fantastyka nic nie jest winna Verne’owi, Wellsowi, czy Orwellowi (same trupy), a jednak czy bez nich w ogóle istniałaby fantastyka?

Na koniec napiszę jeszcze, że nie da się dobrze zrozumieć dowolnej książki, bez osadzenia jej w szerszym kontekście, w tym w kontekście historycznym. Przykład? Ot weźmy sobie Dom na wyrębach. Jak odebrałby albo (o zgrozo!) zrecenzowałby tę powieść ktoś, kto nie słyszał w ogóle o Poem, Lovecrafcie, Mary Shelley, Mickiewiczu (sic!), Grabińskim, Goethem czy Potockim (ale trupów)? Obawiam się, że mogłoby się okazać, że nawiedzony dom został wymyślony przez Stephena Kinga…

Reklamy

8 uwag do wpisu “Język polski jako trudna sztuka artykułowania myśli, czyli “pocomieto?”

  1. „Grabińskim – nie znam
    Mary Shelley – JW
    Lovecrafcie – Coś mi się obiło o uszy

    I wcale mi to nie przeszkadza odbierać Domu na wyrębach, recenzować go i czytać go wielokrotnie.”

    Ignorantowi ignorancja nie przeszkadza. Ignorantowi w ogóle mało co przeszkadza. Bo trzeba o czymś wiedzieć, żeby o tym pomyśleć.

  2. Zgoda, Grabińskiego trudno poznać, bo chyba obecnie nikt go nie wydaje, ale nie znać twórczyni postaci Frankensteina? Nie kojarzyć autora, którego Cthulhu do dziś ma tysiące fanów na całym świecie? Aż korci zapytać, czy zna Tolkiena…

  3. Nie ukrywam, że jak jeszcze byłem uczniakiem to miałem podobne zdanie co autor przytoczonych słów. Coś tam czytałem, nie wiedziałem po co – ale czytałem (w ogóle w czasach obowiązkowej edukacji mało czytałem, dopiero po maturze zżarłem kilkanaście książek na raz i tak dalej się ciągnęło).

    Dopiero później, jak już nieco sobie poczytałem, to poznałem ‚frajdę’ z odnajdywania nawiązań i elastycznych muśnięć o klasykę (szeroko rozumianą, rzecz jasna).

    Zatem, redaktor naczelny pisma, zatrzymał się mentalnie na mniej więcej poziomie początku średniej szkoły (według staaarego programu nauczania) lub nawet początku gimnazjum. Słodko.

  4. Zasadniczo większość uczniów tak mówi na pewnym etapie edukacji. Z jednej strony jest tu trochę młodzieńczego buntu (co mi jakiś wapniak będzie mówił, jak żyć) i trochę przekonania, że „jestem już duży i wiem lepiej”. W wielu wypadkach (np w moim) trochę taki stan trwa. Też kiedyś twierdziłem, że kanon lektur da się zastąpić fantastyką i horrorem. Że to samo, co mówią klasycy ja znajduję w książkach Mastertona. Sam kiedyś twierdziłem, że „Diuna” to książka, którą powinno się przerabiać w szkołach. Tak samo potem twierdziłem na studiach rzeczy typu „po co mi taki czy inny przedmiot? ja będę tym i tym i mi to niepotrzebne”. To wszystko wynikało z błędnego przeświadczenia, że przyszłość mam zdeterminowaną i doskonale wiem kim będę, gdzie się znajdę, co będę robił. Potem stało się coś, co sprawiło, że trochę mi się myślenie zmieniło. Wydaje mi się, że zwyczajnie dorosłem, a życie pokazało, że potrafi zaskakiwać i pozmieniać nasze wizje w najciekawsze ze sposobów. I teraz trudno mi nie popatrzeć z politowaniem na gimnazjalistę czy licealistę tłumaczącego mi zawzięcie, że to czy tamto jest mu do niczego nie potrzebne, bo ja już wiem, że tak jak ja kiedyś, tak on teraz nie wie, co mu się przyda. Ale jak słusznie zauważyłeś, nie każdy dorasta w tym samym tempie. A niektórzy może nawet wcale 🙂

  5. W jednym facet ma rację – źle prowadzona edukacja może zaszkodzić. Ale tego nie zmieni wymiana listy lektur. Jego „prezentujące lepsze wartości” Pilipiuki i Komudy będą przecież nieumiejętnie podawane przez ten sam system i tych samych jego siepaczy. Ba, będzie jeszcze gorzej, bo ci siepacze potrafili się wzruszyć nad Sienkiewiczem, a nad Komudą już im to nie wyjdzie. I trudno się dziwić, bo – przy całej mojej sympatii do Komudy – Sienkiewicz stanowi jednak osobną klasę. Inna sprawa, że nawet czytanie Komudy bez znajomości Sienkiewicza to też ograniczenie, bo Komuda wyrasta przecież w pewnym stopniu z buntu przeciw wizji sienkiewiczowskiej właśnie.
    A już najlepsze, że czym była edukacja przekonujemy się dopiero po jej ukończeniu.

  6. @Źle prowadzona edukacja może zaszkodzić

    Owszem, ale biorąc pod uwagę fakt, że system nauczania jest obecnie podzielony na trzy części, a rejonizacja nie obowiązuje i na dodatek każdy może pójść np do prywatnej szkoły, to prawdopodobieństwo trafienia na dobrego nauczyciela rośnie.

    Z drugiej strony, u kogoś, kto przygodę z literaturą zaczął już we wczesnym dzieciństwie, w domu rodzinnym, miłość do książek będzie trudno zabić. A na pewnym etapie jeszcze się ona wzmocni poprzez między innymi te trupy. Sam bardzo miło wspominam z lektur szkolnych „O psie, który jeździł koleją”, „Syzyfowe Prace”, czy określone przez kogoś na tamtym forum jako czytelniczy horror „W pustyni i w puszczy”. „Potop” wsiorbałem aż gwizdnęło i strasznie żałowałem, że jakiś jełop wyrwał kilka ostatnich stron. I nie zabiła we mnie chęci czytania nawet konieczność wykucia na blachę fragmentu „Pana Tadeusza” . I wcale to mi nie przeszkodziło czytać w innym czasie Mastertona, Smitha, Clarke’a, Dicka. Postawię nawet w tej chwili dość karkołomne stwierdzenie, że w części przypadków nawet nudne lektury w połączeniu z nienajlepszymi nauczycielami (W technikum babka nam dyktowała do zeszytów rzeczy o lekturach, ale i potrafiła zrobić lekcję jako dyskusję o noweli „Doktor Piotr”) nie jest w stanie zabić miłości do książek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s