Dwa parki, ale tylko w połowie

Ostatni dzień urlopu okazał się łaskawy pogodowo, więc należało go odpowiednio wykorzystać. Najpierw rodzinna wycieczka do ogrodu botanicznego, a potem szybki wskok na siodełko i przed siebie. Plan był ambitny, ponieważ myślałem nad zahaczeniem dwóch parków krajobrazowych: kozłowieckiego i nadwieprzańskiego. Niestety ze względu na ograniczenie czasowe (chciałem wrócić przed dwudziestą, żeby nie jeździć po ciemku), a także na zgubienie w pewnym momencie drogi, plan został wykonany tylko w połowie. Trasa ostatecznie wyniosła ok. 54 km (wg google maps, bo nie dorobiłem się jeszcze licznika) i w przynajmniej połowie przebiegała drogami gruntowymi. Trasa dodatkowo miała na celu sprawdzenie i doregulowanie roweru po wymianie przerzutki, manetek i wolnobiegu (przez co nie dojechałem wcześniej na imprezę na orientację w Starym Gaju), a także wypróbowanie mapnika rowerowego konstrukcji własnej.

Ale od początku. Start przy siedzibie TPSA na Choinach. Następnie pojechałem wzdłuż ul. Szeligowskiego i Choiny. Przed zakończeniem drogi dwujezdniowej, odbłem między domami w drogę gruntową i skierowałem się polami w stronę Dysa. Po dojechaniu do drogi asfaltowej i skręciłem w prawo, by za chwilę skręcić w lewo. W tym miejscu po raz pierwszy okazało się, że rozkład dróg nie do końca zgadza się z mapą. Przy pierwszej próbie zjazdu z asfaltu (najpierw odnogą w prawo, a następnie droga gruntowa w lewo), okazało się, że droga oznaczona na mapie została zaanektowana przez mieszkańców, którzy radośnie ustawili na niej tabliczkę „Droga prywatna”. Ponieważ nie miałem zbytniej ochoty na zostanie bohaterem bajki o powidłach*, cofnąłem się i pojechałem dalej asfaltem w stronę Dysa, przy drugiej odnodze znów próbując zjechać „w pola” (ponownie: asfalt w prawo, potem gruntówką w lewo). Tym razem droga okazała się z kolei nie używana i zarośnięta, a dodatkowo w jednym miejscu ziała śliczna dziura wymyta przez wodę. W dalszej części drogi pięknie pleniły się wybujałe pokrzywy. Droga w zasadzie przejezdna, ale nie każdy będzie chciał się nią turlać.

Po przedarciu się przez pokrzywy, dojechałem do drogi asfaltowej, biegnącej wzdłuż szlaku niebieskiego nad brzegiem Ciemięgi. Przekroczyłem asfalt, a następnie kładeczkę i skręciłem w lewo na szlak. Przy boisku, Skręciłem w drogę asfaltową w prawo i podjechałem pod kościół, który minąłem, a następnie odbiłem w lewo w drogę gruntową. Po prawej minąłem klasztor Karmelitanek Bosych i ruszyłem z kopyta prosto.

Tu znowu okazało się, że rzeczywistość odbiega trochę od mapy. Poznikała spora część przydrożnych kapliczek, które ułatwiały orientację, przez co nie do końca byłem pewien gdzie jestem. Na szczęście dojechałem wreszcie do drogi asfaltowej, która okazała się być drogą nr 828, dokładnie pomiędzy tablicami „Nasutów” i „Rudka kozłowiecka”.

Przecinając asfalt i jadąc dalej prosto dojechałem do granicy Kozłowieckiego Parku Krajobrazowego i do stawu Wzory. Miejsce jest przepiękne. Cisza, spokój. Nawet samochody na niedalekiej szosie nie hałasują za bardzo. Warto się tu zatrzymać, zrobić kilka zdjęć i nieco odpocząć przed dalszą drogą.

Dalej, trzymając się drogi leśnej dojechałem do miejscowości Nowy Staw. Kolejne piękne miejsce. Gdybym miał wskazać miejscowość będącą synonimem powiedzenia „Wsi spokojna”, to wskazałbym bez wątpienia właśnie otoczony lasami kozłowieckimi Nowy Staw. Ideał niestety psuł hałas latającego w kółko odrzutowca. Za Nowym Stawem można pojechać całkowicie prosto, żeby dojechać do drogi asfaltowej. Osobiście spróbowałem wykorzystać do tego drogę leśną, choć ostatecznie i tak wylądowałem na asfalcie, którym dojeżdża się do drogi nr 19. Tu odbijamy w lewo i jedziemy chwilę asfaltem (uwaga na duży ruch) i za drugim zakrętem odbijamy znowu w drogę gruntową w prawo. Droga wiedzie wzdłuż lasku, przy czym znowu okazuje się, że jest ona tylko na mapie. Sama droga była najwidoczniej nieużywana, więc nie dość że zarosła, to jeszcze obrotny rolnik zaanektował sobie jej kawałek na pole.

Przy wysypisku odpadów wjechałem do lasów jawidzkich. Tu niestety po raz kolejny rozkład ścieżek na mapie okazał się inny w stosunku do rzeczywistości, więc wyjechałem „gdzieś”. Konkretnie gdzieś między Rokitnem, a Jawidzem. Tu wjechałem na asfalt i sprawdziwszy czas, postanowiłem zrezygnować z dalszej części jazdy. Dojechałem więc do odnogi czerwonego szlaku rowerowego i przez Charlęż, Bystrzycę i Sobieszczany, dotarłem do Łysakowa, gdzie wskoczyłem na niebieski szlak pieszy. Tym szlakiem dotarłem do pałacu w Jakubowicach, a następnie ul. Grodzickiego i Wrzosową do głównej lubelskiej ścieżki rowerowej.

Poniżej pamięciowy obrys trasy (nie dorobiłem się jeszcze gpsa z rejestracją tras).

Myślę, że trasę trzeba będzie kiedyś powtórzyć, tym razem znacznie wcześniej i dojechać wreszcie do Nadwieprzańskiego Parku Krajobrazowego.

Słit focie zamieszczę jutro.

—————
*Po widłach cztery dziury w plecach.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dwa parki, ale tylko w połowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s