Odprawa

Większość załogi, na czele z kapitanem, zajęła już swoje miejsca w mesie. Wszyscy zawzięcie klikali jeszcze w klawiatury wysuniętych z blatu terminali. Collins klapnął na fotel obok dowódcy, chwilę później przyszedł Jansson. Równo o drugiej, kapitan przeniósł wzrok z ekranu komputera na załogę.

— Proszę wszystkich o uwagę — powiedział. Ostatnie osoby które szlifowały swoje raporty przerwały pracę i zapadła cisza. — Do rejestru, data 241242, godzina 14:03 czasu pokładowego. Odprawa robocza, United Nations Deep Space Recue Vessel „Stanisław Lem”, Yankee Tango dwa dwa sześć Charlie Charlie, dowodzący kapitan Scott Pulasky, lokalizacja granice systemu CVC-1456, cel CVC-1456D, nazwa kodowa „Platon”. Proszę o raporty, nawigacja?

— Przelot bez wartych odnotowania zakłóceń — natychmiast odparł Collins. — Odchyłka od kursu w granicach normy. Automatyczne poprawki, prawidłowe. Do celu pozostało czterdzieści pięć godzin lotu.

— Maszynownia?

— Skoro siedzimy tutaj sobie i rozmawiamy — powiedział po swojemu Jansson. — To niewątpliwy znak, że ta kupa złomu jeszcze się nie rozpadła i może jeszcze trochę polata.

— Cieszy mnie pańska fachowa opinia — stwierdził zimno Pulasky. — Jednak chciałbym usłyszeć regulaminowy raport, jeśli łaska.

Jansson westchnął.

— Panie kapitanie, oficer inżynieryjny melduje, że stan statku zgodny z paragrafem piętnastym, punkt czwarty podpunkt a regulaminu Floty Kosmicznej Narodów zjednoczonych. Reaktory pracują zgodnie z normą określoną w załączniku trzydzieści pięć osiemdziesiąt o warunkach technicznych statków dalekiej przestrzeni przebywających na misjach, paragraf czternasty. Kadłub nie posiada uszkodzeń zagrażających życiu załogi. Podczas przelotu uszkodzone zostały trzy mikroemitery kolczugi, system diagnostyczny nie jest w stanie podać przyczyny. Ponadto SD podaje, że osłony dyszy manewrowej trzy trzy jeden jeden wpadają w wibracje o amplitudzie zbliżającej się do granicy bezpieczeństwa, określonej w załączniku trzydzieści pięć osiemdziesiąt o warunkach technicznych statków dalekiej przestrzeni przebywających na misjach, paragraf trzydzieści pięć a, punkt czterdzieści jeden. Na godzinę piętnastą zero zero czasu pokładowego zaplanowałem wyjście w przestrzeń celem dokonania oględzin i napraw. Zgłaszam zapotrzebowanie na przerwę w manewrach od godziny piętnastej zero zero do godziny szesnastej trzydzieści czasu pokładowego lub do chwili usunięcia zauważonych usterek, zgodnie z paragrafem osiemdziesiątym pierwszym załącznika trzydzieści pięć osiemdziesiąt o warunkach technicznych statków dalekiej przestrzeni przebywających na misjach. Koniec meldunku sekcji inżynieryjnej.

Kapitan nawet nie drgnął, choć członkowie załogi z trudem powstrzymywali chichot. Jansson nie lubił wojskowego drylu, który ich obowiązywał i dawał upust swoim uczuciom przy każdej okazji. Nikt nie miał o to do niego pretensji, wszyscy przecież byli przede wszystkim ratownikami, choć wojskowymi, a na Ziemi każdy żołnierz wiedział, że z łapiduchami lepiej jednak żyć w zgodzie niż iść na udry.

— Dziękuję — odpowiedział Pulasky. — Panie Collins, po odprawie proszę opracować z panem Janssonem modyfikacje do planu lotu uwzględniające potrzebne naprawy. — Collins skinął głową. — Kontynuujmy, pani doktor?

— Zapisy z krio, w normie. Dokładniejsze dane na temat stanu załogi podam po przebadaniu wszystkich. Aha, porucznik Jansson zgłosił, że zapadł na nieznaną mi dotąd jednostkę chorobową związaną z jego libido, myślę jednak że kuracja bromem skutecznie powstrzyma objawy.

— Pani doktor — jęknął z wyrzutem Jansson. — To był cios poniżej pasa, dosłownie.

— Poruczniku Ortega. — Dowódca wydawał się nie zauważać głupich tekstów swojego mechanika. Reszta załogi wiedziała, że nie jest to dobry znak dla wesołego Szweda. — Czy są jakieś nowe komunikaty z Ziemi?

— Tylko standardowa wymiana komunikatów pozycjonujących i informacja, że nadal nie ma łączności z „Giordano Bruno”.

— Przejdźmy zatem do celu naszej misji. –Kapitan, kliknął kilka klawiszy na terminalu. — Do rejestru, załącznik, cel i pełne dane misji. Pierwszy, czy czujniki wykazały jakiekolwiek ślady osiem sześć osiem?

— Na bliskim i dalekim nie ma śladu na żadnym paśmie. Zupełnie jakby ich tu nie było. Podprzestrzeń wykazuje ślad przelotu, w kierunku Platona, ale na obecnym etapie nic więcej nie mogę powiedzieć. Może rozbili się na planecie, może polecieli dalej.

— Panie Iljaszyn?

Oficer naukowy miał minę, jakby kapitan odrywał go od jakiejś naprawdę ważnej kwestii. Z namysłem i marsem na czole zdjął okulary i przetarł je chusteczką. Choć drażniło to każdego przebywającego z tym wychudzonym Rosjaninem dłużej niż pół godziny, każdą kwestię wygłaszał powoli, z namysłem, ostrożnie, wykonując przy tym mnóstwo zbędnych czynności. Niektórzy uważali, że to objawy nerwicy natręctw, choć Iljaszyn otwarcie temu zaprzeczał. Męczące zachowania i trudności w komunikacji nie zmieniały jednak faktu, że był świetnym fachowcem. Jeśli zadało mu się odpowiednie pytanie.

— Pyta pan o? — powiedział wzdychając.

— Co pan sądzi o misji?

Rosjanin znów westchnął, przygładził mundur, przeczesał ręką włosy, poskubał wargę.

— Na obecną chwilę niewiele.

Collins obserwował dowódcę. Rozmowa z oficerem naukowym wymagała stalowych nerwów i niesamowitych pokładów cierpliwości. Osobiście nawigator na miejscu Pulasky’ego naprałby ruskiego po gębie i wystawił bez skafandra przez śluzę, kapitan jednak, jak w przypadku Janssona, wydawał się niewzruszony.

— Proszę doprecyzować swoją opinię, komandorze.

Kolejna niemożliwie długa chwila i kolejny zestaw rytuałów. Skrobanie w stół, pociąganie ucha, skubanie wargi.

— Nagłe urwanie komunikacji z osiem sześć osiem może wskazywać na cokolwiek, od awarii komunikatorów, aż po eksplozję reaktorów i totalne unicestwienie statku. Prawdopodobieństwo, jednoczesnego uszkodzenia nadajnika głównego i pomocniczego oceniam na niewielkie, więc zakładam całkowite zniszczenie statku, albo jakąś większą awarię. Może lądowanie na planecie. W przypadku opcji maksymalnie optymistycznej, zakładam, że przeżyło od dwudziestu pięciu do siedemdziesięciu pięciu procent załogi, zależnie od stopnia uszkodzeń. Oczywiście należy wziąć pod uwagę fakt, że przerwanie komunikacji nastąpiło dwadzieścia sześć miesięcy temu, co może obniżyć górną granicę, do powiedzmy czterdziestu, może nawet trzydziestu procent. Oczywiście jeśli zastosowali procedurę S3 i jeśli krio było sprawne po awarii i jeśli w międzyczasie nie zniszczyło ich nic w postaci powiedzmy meteoru, lub wpadnięcia w atmosferę planety na skutek uszkodzenia komputera i jeśli…

— Wystarczy — przerwał kapitan. — Strasznie dużo tych „jeśli” panie Iljaszyn.

Rosjanin nie odpowiedział, zawzięcie tłukł w klawiaturę swojego terminala i wyglądał jakby świat dla niego przestał istnieć.

— Podsumujmy — powiedział Pulasky. — Nie wiemy zasadniczo nic, to może być zarówno misja ratunkowa, jak i zbieranie szczątków. Odebrane komunikaty z osiem sześć osiem nie mówią wiele na temat samej planety, więc nie wiemy również co tam znajdziemy. Na początek trzymajmy się scenariusza misji ratunkowej. Na obecną chwilę proponuję założyć maksymalnie optymistyczną wersję pana Iljaszyna, czyli załoga zastosowała się do procedury S3 i przeżyło siedemdziesiąt pięć procent stanu. Panie Jansson, zakładając że wszyscy są w krio, czy damy radę podpiąć i zasilić całą sekcję hibernatora?

— „Bruno” to kawał wielkiego żelastwa. — inżynier kliknął kilka klawiszy i przeczytał dane techniczne okrętu — Pięćset trumien… Z podłączeniem nie ma problemu, jednak przy założeniu, że trzy czwarte z nich będą ciągnąć z nas prąd… Powiem tak, reaktor da radę, ale naprawdę wolałbym mieć większy zapas mocy na powrót do domu. Od razu mówię, że nie damy rady wykorzystać zasilania z osiem sześć osiem, bez brania go na hol na kablach, a przy dwuletnim rejsie jest to proszenie się o kłopoty.

Kapitan przez chwilę milczał. Skupił się przez chwilę na ekranie terminala wywołując plany „Giordano Bruno”.

— No dobra. Na razie nic więcej chyba nie wymyślimy. Zarządzam w takim razie podejście do CVC-1456D według procedury UD4. Załogę informuję, że od tej chwili wszystkie rozmowy i czynności załogi będą rejestrowane. Panie Ortega, proszę dopilnować wydania osobistych rejestratorów, następnie proszę wypuścić boję komunikacyjną skierować do niej wszystkie następne zapisy z rejestratorów i dzienników oraz skopiować zapis odprawy. Pani Yamashita natychmiast po zgłoszeniu gotowości przez pana Janssona, proszę rozwinąć kolczugę na maksymalny dystans. Doktor O’Riley, czy sekcja medyczna jest gotowa na ewentualne przyjęcie rozbitków?

— Jeśli tylko nie będzie ich pięciuset, to damy sobie radę.

— Czy to już się nagrywa? — wyskoczył nagle Jansson. — Jeśli tak, to chciałbym powiedzieć, że pani kapral Chowder z kontroli naziemnej ma najpiękniejsze piersi w całym…

— Poruczniku! — Kapitan wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć. — Przypominam panu, że jest pan oficerem Floty Kosmicznej Narodów Zjednoczonych! Jeszcze jeden taki tekst i osobiście naszprycuję pana bromem aż wyjdzie panu dziurkami od nosa, a potem przeciągnę pod kilem! Jasne?

— Tajes kapitanie! — Mina Janssona zrzedła. Rzadko zdarzało się, żeby dowódca publicznie karcił oficerów, a gdy już się to zdarzyło, to lepiej żeby przez najbliższe parę dni dyscyplinowana osoba stała się wzorem regulaminowego żołnierza.

— Rozejść się!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Odprawa

  1. Przyczepiłabym się do tego, że na Ziemi, czy skądkolwiek wystartował Lem, posiadano dokładnie takie same informacje jak mają ludki na Lemie. Tam już potężniejsze umysły zastanawiały się nad tym, co zrobić. Z czego wniosek, że powinni przylecieć na miejsce z masą gotowych planów do wykorzystania na każdą okazję ;p No ale zawsze można to jakoś tak opracoować, że wyjdzie, że jednak nie mieli tych tęgich umysłów, bo na przykład akurat znajdowali się w okolicy jak zadziałał alarm i lecieli na skręcenie karku i z górki na pazurki 😀

  2. Zasadniczo widzę to tak, tęgie głowy na ziemi zapewne wiedzą to wszystko i masz tutaj rację, jednak załoga Lema, jak to w wojsku, nie musi wiedzieć wszystkiego. Dostają krótki rozkaz, polecieć, sprawdzić co się stało, odratować rozbitków. Poza tym rozkaz leci przede wszystkim do dowódcy, który wtajemnicza załogę w szczegóły na tyle na ile mu się chce. No i wtajemniczanie załogi w ostatniej chwili ma tę zaletę, że ludzie z którymi się pracuje mają świeże głowy, nie zafiksowane na wymysły tęgich głów z Ziemi, dzięki czemu mogą wymyślić coś, na co tamci nie wpadli 🙂 Osobiście jestem zdania, że w sytuacji kiedy nie bardzo wiadomo co się dzieje, lepiej jest opracowywać plan na miejscu, na bieżąco, dostosowując do nieznanych i zmiennych warunków 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s