Wejście

Postękując i próbując z każdym krokiem rozruszać zastałe stawy, Collins podszedł do rzędu szafek i otworzył tę oznakowaną jego nazwiskiem. Powoli się rozebrał, wrzucając ubrania na sam dół, wyjął czystą bieliznę oraz ręcznik i powlókł się w stronę pryszniców.  Sala natrysków była oświetlona nieco mocniej.  Wsunął się do najbliższej kabiny, zawiesił ręcznik i wszedł do brodzika. Szybko się namoczył i natychmiast zamknął zawór. Nigdy nie rozumiał sensu reżimu wody na statkach tej klasy. Przecież i tak wszystkie ścieki, łącznie z moczem i kałem były przerabiane, a każda kropla wilgoci odzyskiwana. Całość krążyła w obiegu zamkniętym, a filtry i przewody były zrobione z materiałów tak dobranych, by utrata wody nie przekroczyła około stu mililitrów dziennie. A jednak procedura zostaje procedurą.

Namydlił się i krótko spłukał z siebie brud. Wycierając się do sucha pomyślał jeszcze jak wiele potrafi obolałemu ciału dać zwykłe parę chwil wilgoci. Czuł się teraz o niebo lepiej i poczuł narastający głód. Mokry ręcznik wrzucił do hermetycznego pojemnika, z którego roboty zabiorą go do suszenia, po czym raźniej już ruszył w stronę szafek z ubraniami.

Ubierając się, kątem oka obserwował Janssona, który jak zwykle bezskutecznie próbował poderwać się ubierającą się lekarz pokładową. To już też stało się tradycją. Jansson wypróbowujący przy każdej wyprawie kolejną metodę podrywu i ciągle dająca mu kosza Patricia O’Riley.

— Pani doktor, ale ja naprawdę mam problem — tłumaczył zawzięcie Jansson, starając się stać tak, żeby najważniejszy punkt jego ciała był dobrze widoczny. — Chyba cierpię na ZCNS i potrzebuję pani pomocy w tej sprawie.

— ZCNS? To jakaś nowa jednostka chorobowa panie Jansson?

— Zespół Ciągłego Napięcia Seksualnego pani doktor. To choroba mająca bardzo wyniszczający wpływ na moją psychikę, a sama pani wie, jak ważna na statku jest stabilność psychiczna załogantów.

O’Riley sięgneła do szafki, a potem odwróciła się w stronę natrętnego Szweda. Jej pełne piersi zafalowały, a długie rude włosy spłynęły złotą kaskadą na plecy. Widząc ją taką, Collins wcale się nie dziwił, że Jansson smalił do niej cholewki. Może nie była klasyczną pięknością, ale kogo to obchodziło w ciasnej koedukacyjnej szatni? Musiał przyznać, że gdyby sam nie był homoseksualistą, to mógłby się zakochać w tej zgrabnej Irlandce.

Lekarka wręczyła Janssonowi małą tubkę z wazeliną kosmetyczną.

— Proszę bardzo, to powinno panu pomóc. Tylko proszę pamiętać potem dobrze umyć rękę i oczywiście zachowywać reżim wody. Na statku każda kropla się liczy.

O’Riley odwróciła się, zatrzasnęła szafkę i z przewieszonym przez ramię kombinezonem poszła w stronę mesy, kołysząc seksownie biodrami.

— Niesamowita kobieta — westchnął Jansson. — Chyba mięknie, nie sądzisz Collins? Jeszcze trochę i będzie moja.

— Taa… Prędzej się odcisków na dłoni nabawisz chłopie.

Collins klepnął Janssona w ramie i powlókł się za lekarką, po drodze mijając innych ubierających się załogantów.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wejście

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s