O mało co star trek

Nie tak całkiem dawno przypomniałem sobie fragment „Star Trek IV: Podróż do domu”. Był to jeden z tych star treków, w którym załoga Enterprise przenosiła się w czasie. Fragment o którym piszę, to ten, w którym Scotty i Bones idą do jakiegoś zakładu chemicznego, w którym pokazują właścicielowi fabryki (czy komuśtam) jak wygląda superwytrzymałe przeźroczyste aluminium. Po kilku próbach Scotty z wzgardliwym prychnięciem: „Keyboard? How quaint!” zaczyna klepać w klawisze i po kilku chwilach w programie (jak widać we fragmencie, okienkowym) pojawiają się różne struktury by w pewnym momencie (aż by się chciało powiedzieć „Tadaa!) zdziwionemy właścicielowi (czy komu tam), ukazuje się struktura cząstki przeźroczystego aluminium (Zainteresowanych odsyłam na youtube).

Uderzająca w tym fragmencie jest rozbrajająca naiwność całości. Już nawet nie chodzi o to, że facet w aplikacji okienkowej, randomalnie waląc w klawisze powoduje cuda-niewida, czy fakt, że każdy człowiek na Enterprise (i w ogóle w uniwersum ST) jest co najmniej doktorem habilitowanym w kilku lub kilkunastu dziedzinach, ale o fakt, że facet siada do komputera, sprzed prawie dwustu lat (w stosunku do niego) i w aplikacji, którą widzi pierwszy raz na oczy (również przestarzałą w stosunku do niego), modeluje nie wiadomo jak skomplikowaną strukturę.  To jest oczywiście jedna z tych star trekowych rzeczy, które albo łyka się w całości razem z całym wszechświatem, albo razem z nim odrzuca. A czasem po prostu się ogląda z lekkim uśmiechem pobłażania na ustach, bo w końcu nie jest ważny taki duperel, tylko zabawa, którą cały ten film zapewnia.

Ja jednak idąc dzisiaj do pracy myślałem sobie, jak ta scena powinna wyglądać, żeby mieć choć pozory prawdopodobieństwa? Może coś w poniższym stylu, choć na dobrą sprawę pewnie to by było za długie.

Scotty spojrzał na właściciela fabryki i powoli powiedział:

— A co gdybyśmy powiedzieli, że znamy sposób by wytworzyć ścianę, która wykona to samo zadanie, ale mającą tylko cal grubości? Czy taka wiedza miałaby dla pana jakąś wartość?

Właściciela zatkało. Przez chwilę międlił w mózgu usłyszaną informację. Po czym parsknął i z politowaniem pokręcił głową.

— Żartujecie – rzucił z uśmiechem.

— Może profesor mógłby skorzystać z pańskiego komputera? — zagadnął od niechcenia Bones. Scotty z przerażeniem spojrzał na doktora. Podskoczył do niego gwałtownie i pociągnął go w kąt pokoju.

— Ej! Co?… — rzucił Bones.

— Odwaliło ci? Mam mu pokazać strukturę przeźroczystego aluminium na tym? — spytał ściszonym głosem Scotty wskazując stojącą na biurku stację roboczą.

— No tak, a co myślałeś? Że zaciągniemy go na pokład i tam mu wszystko pokażesz? Zwariowałeś? Siadaj i rób swoje. To przecież też komputer.

— Komputer?! — Scotty omal nie wrzasnął. — To nie komputer! To jakieś archaiczne liczydło! Ostatni raz takie widziałem, jak miałem 10 lat i ojciec zaciągnął mnie do izby historii instytutu informatyki. Równie dobrze mógłbym mu próbować to pokazać na kipu, albo za pomocą kolorowych paciorków i słomek!

Właściciel zaczął się niecierpliwić. Bones uśmiechnął się uspokajająco i szepnął do Scotty’ego:

— Nie jęcz mi tu teraz, siadaj i rób, jeśli musisz, użyj nawet kulek z nosa, ale pokaż mu to cholerstwo.

Scotty westchnął i z rezygnacją opadł na krzesło przed terminalem.

— Komputer! — zawołał w stronę ekranu. — Komputer!

Uparta stacja robocza nadal milczała wyświetlając tylko kilka tajemniczych okien. Bones podał Scotty’emu prostokątny przyrząd. Mikrofon na kablu… pomyślał mechanik. Jest gorzej niż sądziłem.

— Komputer! — zawołał kierując usta w stronę wystającej z myszy kulki.

Fabrykant był już wyjątkowo zniecierpliwiony.

— Klawiatura — rzucił. — Użyj pan klawiatury!

— Klawiatura… Może jeszcze rylcem na glinianych tabliczkach co? — warknął Scotty, ale na próbę kliknął kilka klawiszy.  Aplikacja uruchomiona na ekranie nie zareagowała. — Macie tu może jakiś przyzwoity soft? Może holograficzny system modelowania submolekularnego? Cokolwiek oprócz tych prymitywnych hieroglifów? Może jakiś sensowny język programowania? Submol? Quark3000?

Irytacja wytwórcy rosła coraz szybciej.

— To najnowocześniejszy system modelowania na świecie! — warknął. — Ta stacja kosztowała nas kupę forsy i też jest nowością na rynku. Z języków programowania ma pan profesor do dyspozycji fortrana i C++.  Ale mam już tego dosyć. Nie wiem kim jesteście i po co tu przyleźliście, ale informuję was, że nie mam czasu na te bzdury i za chwilę wzywam ochronę.

— Chwila, moment… — zawołał Bones odciągając Scotty’ego znowu na bok. — Co ty do cholery robisz? — warknął przyciszonym głosem. — Jeśli mu tego nie pokażemy, to możemy dać sobie spokój w ogóle i poszukać tu miejsca na zamieszkanie, bo nie będziemy mieli do czego wracać. O co ci chodzi?

— Jak mam mu wymodelować cząstkę, na tym archaicznym oprogramowaniu? To pewnie nie ma nawet możliwości regulowania energii wiązań! I co? Mam sobie sam napisać biblioteki, które to zrobią? W FORTRANIE?  Ten język był przestarzały już kiedy go opracowywano! Nawet gdybym chciał, to ostatni raz widziałem ten język na studiach, uczyliśmy się go, żeby wiedzieć jak nie powinien wyglądać program komputerowy.  Ta stacja nawet nie ma samoprogramowalnego systemu operacyjnego!

— Dobra. Co możesz zrobić?

Scotty westchnął i spojrzał w stronę komputera i coraz bardziej wkurzonego właściciela zakładu.

— Może mógłbym spróbować wymodelować kilka podstawowych merów, a potem spróbować sklecić jakąś procedurkę, która to poskleja do kupy, żeby dało się to w ogóle zwizualizować. Ale i tak będzie trzeba dużo się nagadać.

— Ile ci to zajmie?

— Na Enterprise pięć minut. Tutaj… bo ja wiem? godzinę? dwie?

Bones odwrócił się do właściciela.

— Dobra, proszę dać profesorowi godzinę, a pokażemy panu coś, na czym pan nie straci. Dobra?

Mężczyzna sam nie wiedząc dokładnie dlaczego, skinał tylko głową. Scotty natychmiast klapnął na krzesło i z westchnieniem zaczął przyglądać się wyświetlanemu na monitorze oprogramowaniu.  Kilka chwil później już mniej więcej ogarniał jak działa ten prymitywny system i musiał przyznać, że faktycznie jak na swoje czasy musiał być dość przyzwoity. Gdy tylko załapał metodę pracy, świat przestał dla niego istnieć.

***

Po mniej więcej godzinie ostrego klepania w klawisze, przerywanego utyskiwaniami i cichymi przekleństwami, Scotty odsunął się od terminala rozmasowując dłonie.

— No dobra, zrobiłem co się dało. Lepiej nie będzie, a ty Bones, będziesz mi musiał zaordynować jakąś maść na palce. Nie klepałem tyle w klawisze od… Nigdy!

Właściciel poprawił na nosie okulary i spojrzał w ekran. Wyświetlała się na nim bardzo długa i skomplikowana cząstka. Przejrzał szybko model i obejrzał symulowane parametry materiału. Przez chwilę studiował wyniki i nie mógł się powstrzymać od otwarcia ust. Jeśli choć część z tego się potwierdzała, to mogła to być absolutna żyła złota.

— To…

— To jest właśnie to, co chcemy panu pokazać. Przeźroczyste aluminium — powiedział Scotty. — Model jest bardzo niedoskonały, ale na tym sprzęcie nic lepszego nie zrobię.

— Możecie mi dostarczyć próbkę?

— Dostanie pan nie tylko próbkę, ale i całkowity opis procesu technologicznego, w oparciu o pańskie urządzenia. Więc jak zainteresowany?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s